dzisiaj było moje święto….Rodzice, zapasowy Tata, obie Babcie pamiętali o moim święcie….wszyscy oprócz zapasowej Mamy, ale Ona żyje w swoim matrixie i nigdy nie pamięta o nikim….mimo fatalnej pogody spacerek z Tatą zakończony pójściem po Mamunię i okrzykiem „Mama” na widok mojej Mamuni podchodzącej do wózka…pierwszy raz powiedziałam na widok Mamuni – Mama…więc o tym dniu będzie zawsze pamiętała…a przy okazji o mnie i moim święcie:)) i to nie jest wyrachowanie tylko zbieg okoliczności….szczerze:)) to jest tak jak z Tatą…jak Go dłużej nie widzę i wchodzi w mój sektor obserwacji wysyłam mu całuska….nawet gdy budzę się na spacerku i widzę jak dzielnie pcha moją karetę dostaje całuska i idę dalej spać…taki mały gest, a sprawia mu tyle radości…niech ma za te wszystkie katusze:))
dzisiaj po południu gdy Mamunia wróciła z pracy pojechaliśmy do Cioci na kawę…tam naszedł mnie przypływ uczuć do Kacperka…złapałam Go mocno za włosy…przyciągnęłam do swojej buźki i zaczęłam całować w policzek…potem już było gorzej gdyż sprawdzałam jak mocno siedzą włosy na głowie…ale jak przystało na małego mężczyznę zniósł to godnie….tylko potem utrzymywał się po za zasięgiem moich dłoni….no i najważniejsze…dzisiaj u Cioci jadłam swojego pierwszego lizaczka…co prawda Tata krzyczał, że szkoda moich zębów…ale one są jeszcze schowane pod skórką dziąseł i nic nie może im zaszkodzić….lizak był lekko kwaskowy i smakował mi wyjątkowo….do tej pory czuję jego smak:)
na koniec zabawa z Tatą w chowanego z Mamuni cysiem w buzi….Tata raz pojawiał się po Mamuni ręką raz wychylał się za Jej głowy…a ja trzymając cysia próbowałam Go za każdym razem wypatrzeć…niestety Mamunia zakończyła zabawę wyganiając Tatę z łóżka…a mnie obiecała, że jak jeszcze raz Ją ugryzę to nie da mi więcej cysia:(((