Piątek dzień kwiatowy

po przedobiednim spacerku, gdy wreszcie dotarłyśmy z Babcią do Rodziców pracy i odstałyśmy swoje jak w urzędzie, w drzwiach pojawił się Tata z bukiecikiem kwiatów dla mnie:))

moja radość nie trwała długo…w drzwiach pojawiła się Mamunia z …..wieeeelkim bukietem kwiatów:(( nawet udało mi się na chwile zamienić na kwiaty…niestety Mamuni bukiet mogłam tylko ciągnąć za sobą:(((
po obiadku tradycyjna drzemka i…..dostałam histerii, że nie chcę spać bez Mamy, która chciała uciec do pracy….łezki ruszyły Jej serduszko i udało mi się urwać całą godzinkę…za to wtuliłam w Mamunie moje ciałko i z wielką miłością patrzyłam Jej w oczki….widać, że wczoraj nie czytała co napisałam:((((
tradycyjnie obudziłam się obok śpiocha Taty…szybki posiłek i ruszamy na rowerek…miała być plaża połączona z kąpielą w morzu…ale podobnież ze względu na załamanie pogody i przechodzący front atmosferyczny, nie wiem co to i nic takiego po drodze nie szło, idziemy na rowerek…do tego mój:(( w końcu lądujemy u Alicji na ogródku….szybka sesja zdjęciowa….jak przystało na córkę marynarza ubrana byłam w piękną marynarską sukieneczkę….

i poza modelki:) a niech się Staruszek cieszy…chciał skos jest skos:))
i zaczynamy zabawę…bez problemu oddaję Alicji moją lalę pod opiekę, nawet pozwalam ją wozić w moim rowerku…a ja…huśtawka, piaskownica, robię z piasku babki, rybki, wieże i kaczuszki, na koniec patrzę jak Alicji Mama gotuje zupę piaskowo-szyszkowo-trawową, którą karmi moją lalę….efekt był taki, że lali zaszkodził posiłek i całą drogę musiałam ją wieźć do domu:((
Wpis opublikowaliśmy 8 lipca 2011

Szczęście a pieniądze

kolejny trudny temat acz….jeżdżąc, spacerując po ulicach obserwuję moich rówieśników…jedni udają, że mnie nie widzą, inni wymieniają uśmiech, a jeszcze inni pozdrawiają mnie serdecznie…zadaje sobie pytanie: czy statut finansowy ich rodziców ma przełożenie na to czy są szczęśliwi?? z obserwacji….pani obwieszona złotem, wózek z najwyższej półki i mały chłopczyk, który nie chce jeść obiadu…krzyki, przekleństwa, szarpanie za ubranko, groźby z granicy karalnych…moim zdaniem ciężkie ma życie…i inna sytuacja…sklep po 5zł, rozklekotany wózeczek, brzydko ubrana Dziewczynka i dwoje Rodziców, którzy szukają czegoś fajnego dla Niej…co chwila pokazują Jej coś innego, prowadzą dialog jak z dorosłą…w końcu uśmiechnięta i radosna Dziewczynka wyjeżdża ze sklepu z kompletem talerzyków dla lalek…
moje podwórko….póki nie było sezonu miałam raj na ziemi…Rodzice cały czas byli ze mną i każda chwila należała tylko do na….nawet Tacie udało się przebojem wedrzeć w moje życie i stać się Kimś kto na krótką metę mógł zastąpić Mamunie…teraz już nawet na dłuższą…pod warunkiem, że wymyśli coś fajnego:) każdą chwilę spędzamy na wspólnej zabawie, niekończących się rozmowach czy wspólnym oglądaniu bajek…teraz jest cudowna Babcia u mnie, która robi wszystko aby z mojej buźki nie znikał uśmiech….i mimo, że bardzo Ją kocham, nawet codziennie przed zaśnięciem biegnę Jej dać całuska na dobranoc, to jednak zaczyna mi brakować Rodziców:(( i mimo, że wiem iż obydwoje ciężko pracują abym miała wszystko to jednak czasami wolałabym być tą Dziewczynką ze sklepu po 5 zł….

Wpis opublikowaliśmy 7 lipca 2011

Normalność czyli nuda:((((

dzisiaj od rana za oknem była brzydka pogoda i w związku z tym musiałam wrócić do codziennej rutyny…grzeczny spacer z Babcią, co prawda z wizytą na huśtawkach….tak w liczbie mnogiej gdyż były dwie i nie do końca nie mogłam się zdecydować, na której mam się bujać….normalny obiad…normalne spanie…i normalny spacer z Tatusiem z wykorzystaniem mojego rowerku….ot proza życia…ominęła mnie wizyta na plaży i kąpiel w morzu (obiecana tydzień temu przez Tatę)…pływanie hybrydą po morzu…150 kucy okraczonych przez Tatę popłynęło beze mnie:(( wycieczka rowerowa z Alicją…na dwóch dużych rowerach!!….i nawet durnego loda nie było okazji wciągnąć:( a najgorsze, że taka pogoda ma się utrzymać do końca tygodnia…nic tylko przyjdzie mi umrzeć z nudów:(((
w ramach uzupełnienia moich postępów na drodze ewolucji troszkę przechwałek:
- powiedziałam, ładnie i wyraźnie, słowo „kamień”…zgodnie z Babcinym przesądem od tego momentu zacznę wszystko mówić…jakbym już nie mówiła…niech pogada z Tatą, który z uporem godnym lepszej sprawy próbuje mnie nauczyć zabawy w „cicho sza….”,
- zasypiam na „tysiąc trzy” sposoby i za każdym razem inaczej….na siedząco, siedząc, leżąc, klęcząc na Mamuni, z Babcią, w łóżku Rodziców, w łóżku Babci, na podłodze….i tak można bez końca…tylko nie we własnym łóżeczku!!!!
- wczoraj dostałam pierwszego zaskurniaka…Tata dał mi dychę na lody…biorąc pod uwagę, że gałka kosztuje dwa zeta to powinno mi starczyć na tydzień….tak przynajmniej twierdzi Tata,
- jem sama i wszystko…doszłam do etapu, że Rodzice zabierają mnie ze sobą do restauracji, sadzają przy stole i podobnież nie przynoszę im wstydu, najważniejsze, że wreszcie oduczyłam Ich startowania do mnie z łyżeczką, wyjątek stanowi Ich obiad…nie wiedzieć czemu zawsze jest smaczniejszy od mojego,
-zaanektowałam Mamuni podusie…i teraz mam dwie…jak Mamunia jest miła dla mnie to czasami Jej jedną oddaję,
- na koniec….dalej sypiam w łóżku, próbuję doprowadzić do załamania rodzinnego budżetu ilością zapełnianych pampersów, zasypiam ze smokiem w buzi i jestem kością niezgody między Rodzicami…gdy narozrabiam to zawsze jedno staje w mojej obronie i nie pozwala na mnie krzyczeć….inna sprawa, że jako mądra dziewczynka rozrabiam tak aby tylko jedno z Rodziców widziało:))
a teraz kolacyjka, kąpiel…i modlitwa o lepszą pogodę na jutro….

Wpis opublikowaliśmy 6 lipca 2011

Druga Nika:((

moi Rodzice mają od dzisiaj drugą nikę…niby to na moją cześć…a mnie to się wyjątkowo nie podoba….teraz Nika będzie jeździć niką, Tata będzie chodził po nikę bez Niki, Mama będzie się pytała o stan techniczny niki zamiast o zdrowie Niki…a co ja odpowiem gdy Mama będzie pytała Niki o nike…

od paru dni zaczęłam perfekcyjnie posługiwać się trybem rozkazującym….daj, połóż się, umyj, weź itd…..od wczoraj, do swojego bogatego języka, dołożyłam słowo „dziękuję”…nawet nie przypuszczałam, że jednym słowem można sprawić tyle radości…po kolacji wystarczy odnieść pusty talerz i powiedzieć „Baba (Mama) dziękuję” ….jak One się cieszą….jak przywykną to jeszcze w zanadrzu mam magiczne słowo „proszę”:))…..nie dziękuję tylko Tatusiowi gdyż jestem Jego księżniczką i wszystko co robi dla mnie jest czymś normalnym:))
dzisiaj cały dzień spędziłam z Babcią…Tata, który obiecywał mi całe popołudnia zabrał gdzieś autko…o przepraszam nike….i zginął…wrócił do domu tuż przed moim wyjściem na popołudniowy spacerek i jeszcze chciał abym cieszyła się z Jego powrotu….tym bardziej, że zaraz uwalił się do łóżka i odszedł z tego świata:(( za to Babcia stawał na głowie aby zastąpić Tatę…znalazła nawet huśtawkę, na której mogłam bujać się bez ograniczeń…co prawda nie tak wysoko jak z Tatą ale Babcia należy do ludzi o słabych nerwach:( a wieczór…w typowym standardzie…z babskimi pogaduchami na dobranoc….
Wpis opublikowaliśmy 5 lipca 2011

Trampolina, truskawki, latająca mysz

może troszkę w innej kolejności…ale wszystko związane z dzisiejszym dniem….przed obiadkiem tradycyjny spacer z Babcią…wyjęte pół dnia z życiorysu aby moi Staruszkowie mieli czas na pracę…obiadek na mieście….tradycyjnie u Ewy….i nie wiem skąd u Rodziców zdziwienie, że obiad kolarzy mi się tylko z Ewą….w drodze powrotnej Mamunia kupuje kobiałkę truskawek, a ja zaczynam wieeelkie żarcie…co chwila odwracam głowę do Mamuni mówię ‘daj”, „umyj” po czym Mamunia wyjmuje kolejną truskawkę, wkłada ją do buzi…tam zachodzi proces mycia z pestycydów i innych dziwolągów, po czym truskawka trafia do mojej rączki, następnie w całości do buzi…gdzie zachodzi proces wyciskania soków, rozdrabniania i przepychania przez rurkę zwaną przełykiem…i opis tych czynności zajął mi więcej czasu niż faktyczna realizacja:)
po drzemce, już tradycyjnie budzę się z Tatą….Mamunia poszła do pracy, a Babcia…nawet nie wiem….wciąganie pępka i ruszamy w trasę…dzisiaj, ze względu na co chwilę siąpiący deszczyk, grzecznie wózeczkiem….kontrolujemy pracę Damiana, następnie Minika aby w końcu trafić do Alicji…a tutaj tradycyjnie na huśtawkę…niekończące męczenie błędnika…obok huśtawki unosiła się na wietrze wielka głowa myszy….najpierw był to przerażający stwór, potem było to coś intrygującego, aby w końcu stało się wspaniałą zabawką…Tata co chwila doprowadzał do kolizji mojego ciałka z myszą czemu towarzyszył wielki pisk….niestety mój:((( w końcu zeszła Alicja i pokazał mi do czego służy wieeelkie koło stojące przed huśtawką….była to trampolina, na której należało skakać….pierwsze moje kroki były pełne niepewności i obaw aby po chwili skakać na równi z Alicją…znaczy się Ona podskakiwała, a ja byłam podrzucana do góry…było jeszcze kółko graniaste z Alicji Mamą…niezrozumiałe dla mnie…choć końcowe „bammmm” bardzo mi się podobało…rzucanie piłeczką….i gdy zaczęłam się dobrze bawić Tata zabrał zabawki i ruszył do domu:(( po drodze zabraliśmy Mamunie z pracy, a gdy tylko dotarłam do domku rzuciłam się na jedzenie pochłaniając wszystko co zostało postawione przede mną…i nie bardzo wiem co to było…ale mój brzuszek w końcu mógł się napełnić…teraz jeszcze kąpiel i kolejny babski wieczór z Mamunią, który ostatnio przedłuża nam się prawie do 22:))

Wpis opublikowaliśmy 4 lipca 2011

Moja córa, nie moja, jak sobie zrobisz

dyskusja Rodziców, która obudziła mnie przed północą….i chyba nie były to żarty….skoro Mama wystrzeliła Tatę do pracy na pół dnia….a gdy po poobiedniej drzemce Mamunia próbowała mnie cichutko wynieść z sypialni, tak aby nie obudzić Taty, ten gdy tylko poczuł ruch w łóżku poderwał się jak oparzony i apodyktycznym tonem stwierdził, że teraz jestem Jego:)) dzięki temu, cały dzień miałam Rodziców dla siebie….a tak na marginesie…informuję kochaną Mamunię i kochanego Tatusia, że JESTEM MOJA!!!!
i czekam aż wreszcie dorośniecie…to ja jestem DZIECKIEM!!!!

Wpis opublikowaliśmy 3 lipca 2011

3 godziny zamknięte w kadrach

posiłek regeneracyjny na półmetku….tak się napatrzyłam na kręcące się pedały, że czułam się jakbym to ja nabijała kilometry

piknik na wiszącej skale…albo inaczej…na górce z widokiem na morze….górkę co chwila zaliczałam w tą i z powrotem…przynosząc lub zanosząc rzeczy do roweru stojącego u podnóża…zabawa była przednia….tym bardziej, że w każdym kierunku Tata podążał za mną:)
na koniec coś dla ludzi o mocnych nerwach….wizyta na huśtawce….bez Mamy!!!!…a więc wreszcie była okazja zaspokoić potrzeby moich męskich hormonów….huśtanie jest fajne wtedy gdy nogi dotykają parasola wiszącego nad huśtawką…a do tego kąt bujania musi być kątem….rozwartym:)
i jeszcze ujęcie z przodu
Wpis opublikowaliśmy 3 lipca 2011

Jestem dobra bo jestem piękna

a może jestem piękna bo jestem dobra…sama do końca nie wiem…
[URL="http://www.youtube.com/watch?v=9jkx9-um_ha"]http://www.youtube.com/watch?v=9JkX9-um_hA[/URL]
w każdym bądź razie, po wysłuchaniu wywiadu ze starszą koleżanką, Rodzice wreszcie zrozumieli dlaczego tyle jem….chcę wyrosnąć na porządnego człowieka:) może wreszcie Tata przestanie zamykać przed nami o 19.oo lodówkę….
wczoraj późnym wieczorem podejmowałam gości…przyszli do mnie Damian z Anią…. wygłupialiśmy się do 22.oo….rano pobudka po 07.oo….szkoda życia na spanie…przed obiadkiem uciekałam po lesie z Babcią przed deszczem…chowając się pod co większe drzewa….zabawa była super…niestety po 12.00 Babcia dała się pokonać aurze i zaprowadziła mnie do domku…tutaj padłam ze zmęczenia….

deszcz był wszędzie i na prawdę trudno było się przed nim schować…
te poobcierane kolanka to sprawka 49% męskich hormonów drzemiących we mnie:((
obiadek….i łóżeczko z Rodzicami….budzę się po 2 godzinkach i pierwsze słowa jakie kieruję do Taty to…propozycja wyjazdu na zakupy….znowu odezwała się we mnie Kobieta:))…ot tak dla równowagi:)) niestety Tata nie daje się przekonać, a ja jestem skazana na siedzenie w domku…za to z obydwojgiem Rodziców…wykorzystuję chwilę nieuwagi Rodziców aby dopaść ukochaną zabawkę Nika…

dobrze, że nie było Go w domku gdyż pewnie pękłoby mu serce:))
kąpiel….kolacyjka….i czas iść do łóżeczka zbierać siłki na jutro…może uda mi się namówić Tatę na zakupy….a wtedy muszę mieć duuuuużo siłki….

Wpis opublikowaliśmy 2 lipca 2011

Dzień Kobiet

bo czy może być inna okazja, przy której facet wręcza kwiaty…żyję jeszcze zbyt krótko aby ogarniać wszystkie święta i może faktycznie w lipcu mamy drugi Dzień Kobiet…tym bardziej, że Tata ostatnio był wyjątkowo grzeczny i jak nigdy nic nie narozrabiał:)
dzień zaczynam w standardzie….potem spacerek z Babcią…trochę na przekór pogodzie…wieje, co chwila kapie deszcz, a my twardo przemy przed siebie…inna sprawa, że oprócz mnie Babcia prowadzi ze sobą Alę, Kacpra, Kubę….i ogarnięcie tego stadka jest sporym wyzwaniem….na szczęście polowa stadka wraca do domu, a my idziemy po Rodziców do pracy…a tutaj szok…jakiś facet rzucił się przede mną na kolana i wręczył mi piękny bukiecik róż…dopiero po chwili zachwytu nad kwiatami dostrzegłam, że to mój kochany Tata….duma mnie rozpierała tak, że ledwo mieściłam się w wózeczku…obiecałam, że zabiorę kwiaty do domu i wstawię je do wody, a następnie postawię na moim stoliczku….w drodze do domku patrzyłam jak wszystkie Kobiety oglądały się za nami…a ja siedziałam wyprostowana w wózeczku trzymając kwiaty przed sobą:)) i dopiero w domku dotarło do mnie, że te panie nie do końca patrzyły tylko za mną….Mamunia też dostała bukiet i już tradycyjnie był duuuuuuuużo większy od mojego:(
w domku obiadek…a po obiadku wtulam moją pupkę w Mamuni brzuszek i jeszcze coś próbuję Jej opowiedzieć…ale nie udaje mi się…odlatuję do innego wymiaru….popołudnie spędzam w domku z Babcią i Alą…a po powrocie Mamuni z pracy rozpoczynamy wieeeelkie żarcie!!!! ciasto, sałatki, jogurty…ogólnie wymiatam zawartość lodówki i nie zamierzam spocząć dopóki nie będzie pusta….a teraz, mimo późnej godziny, wracam do lodówki….może uda mi się coś jeszcze z niej wyciągnąć i wepchnąć do mojego pustego brzuszka:))

Wpis opublikowaliśmy 1 lipca 2011

Minik

od tygodnia mieszkamy pod jednym dachem, a nasze drogi jeszcze nie skrzyżowały się ani razu:(( rano gdy ja wstaję Minik jeszcze śpi, gdy wychodzę na spacerek , On wciąż śpi…wieczorem gdy wraca do domu ja już śpię…i tak nie możemy się spotkać…dzisiaj, moi kochani Rodzice, abym wreszcie mogła zobaczyć Minika, poszli ze mną na obiad do restauracji gdzie pracuje Minik…jak wielka była moja radość gdy do stołu podał nam osobiście Minik…i nawet udało mi się zatrzymać Go na chwilkę przy stole, robiąc najbardziej maślane oczki do Niego:)) inna sprawa, że wyjątkowo smakował mi obiadek przygotowany przez Minika czego odzwierciedleniem była moja wielka pomoc w opróżnieniu talerzy Rodziców…jak Dama siedziałam przy stole, miałam własny talerz i sztućce i tylko co chwila pokazywałam Rodzicom co mają przełożyć ze swoich talerzy na mój:)
dzisiaj rano obudziłam się samiuteńka w łóżeczku…zły Tata zabrał raniutko Mamunie ze sobą do pracy…na Jego szczęście zaraz po 08.oo Mamunia wróciła do domku…szybkie sprzątanie, z moim czynnym udziałem….dzisiaj padło na łazienkę i ubikację…i idziemy na spacerek….Mamunia do pracy, a ja z Babcią idę wytapiać czas…tradycyjnie lądujemy u Cioci gdzie odnajdują mnie Rodzice…gdy tylko stają w drzwiach mój świat zamyka się w Ich osobach…obiadek potem wspólny spacerek do domku….nawet przez krótką chwilę idę trzymając Ich za rączki…w domku wspólne łóżeczko….i wstrętny Tata, który tłucze się po domu aby nie dać mi spać….po 3 godzinach lenistwa wychodzę z Tatusiem z domku choć nasze cele są mocno rozbieżne…Tata twierdzi, że idziemy na mój rowerek…ja twierdzę, że idziemy na zakupy….niestety, jest większy i stawia na swoim…za to próbuję Go zgubić po drodze, wykonując nagłe skręty rowerkiem…i gdyby nie to, że trzymał się dziwnej rączki przyczepionej do rowerku to pewnie zostałby gdzieś po drodze:(( Tata zostawia mnie z Babcią i ucieka do pracy…na szczęście obiecuje, że w Jego miejsce przyjdzie Mamunia…

Wpis opublikowaliśmy 30 czerwca 2011

Moje boje o lepsze jutro

Zobacz koniecznie!